Maria Konopnicka

Jak się dzieci w Bronowie z Rozali± bawiły

Dzieci w Bronowie było czworo: Tadzio, Sta¶, Janek i Helenka. Tadzio był już taki duży, że kiedy w jadalnym pokoju stan±ł przy dębowym stole, to stół mu był do ramion; a Sta¶, kiedy stan±ł przy stole, to mógł na nim akurat brodę położyć; co za¶ do Janka - wcale zza dębowego stołu widać go nie było. Ale nie bójcie się! Umiał on i tak wypatrzeć. co tam smacznego stało.
Helcia była jeszcze mniejsza; ba, chodzić nawet me umiała dobrze. Co się zapędzi, to jej się nóżki popłacz± i buch! - na ręce mamy albo niani. Takie to już te małe dziewcz±tka.
A nianię to miała Helenka tak± dobr± i tak± ładn±, że się jej od szyi prawie pu¶cić nie chciała. Było tej niani na imię Rozalia, a dzieci się niezmiernie przy niej bawić lubiły, szczególnie, kiedy zaczęła opowiadać przeróżne bajki. Już to, co prawda, Tadzio, jako słuszniejszy, wy¶miewał nieraz Stasia i Janka, że się babskiego fartucha trzymaj±. A zdarzało się to wtedy zwykle, kiedy z nowej głowy cukru hełm papierowy dostał i za rycerza się przebrał.
Ale i on sam nieraz tak się w tych bajkach zasłuchał, że kiedy przyszła dziewi±ta godzina, a mama zawołała: "dzieci, spać!" - to mój Tadzio pierwszy w pro¶by:
- Moja mamusiu, jeszcze troszkę - tylko się złota kaczka przez morze przeprawi!
A dopieroż te piosenki, co to nimi Rozalia usypiała Helcię - było czego posłuchać! Nie wiedzieć sk±d się brały, a co jedna - to ładniejsza. a co dzień - to nowa. Dzi¶ o sierocie, co g±ski zganiała do domu, bo wieczór nadchodził, w chacie była zła macocha, a sieroty nie było komu bronić; jutro o wilku, co się rozhulał i w lesie sobie wesele wyprawiał: to znów o ułanie, co stal na widecie, to o koniku, co rżał w stajence. czekaj±c aż młody wojak pożegna ojca i matkę... I kto by je tam zliczył!
Zaczynało się to nieraz od samego rana. Tadzio w najlepsze ¶pi, a tu mu Rozalia przy łóżeczku ¶piewa:

Dzień dobry. Tadziu, na powitanie.
Koniczek w stajni, szabla na ¶cianie.
A ty, Tadziu, jeszcze ¶pisz,
O koniku ani wiesz!

Zrywał się Tadzio, oczy przecierał i już się u¶miechał, my¶l±c o owej szabli na ¶cianie, rze¶ko się mył, czesał, ubierał, jak na rycerza przystoi. Tymczasem Rozalia budziła Stasia, który był zawziętym ¶piochem:

Dzień dobry Stasiu na powitanie
Jedzie tu Krakus w siwej sukmanie
A ty, Stasiu Jeszcze spisz.
O Krakusie ani wiesz?

Sta¶ tę piosenkę niezmiennie lubił. Zaraz też chwytał Rozalię za szyję i póty trzymał a całował, póki mu jej jeszcze ze dwa dwa nie za¶piewała. Wtedy zaczynały się rożne pytania:
- A co to za Krakus?, a sk±d on jedzie?, a po co? a na jakim koniku?, a jaka to ta siwa sukmana?, a kiedy on tu przyjedzie?
Rozalia dopiero jedno po drugim wszystko pięknie rozpowiada, tymczasem myje Stasia, czesze go, ubiera, a Stasiowi aż się oczy ¶miej±. A miał on jasne oczki, wła¶nie jakby dwie iskierki.
Potem szła Rozalia do małego Janka, ale z Jankiem ciężkie bywały przeprawy. Jak się rozgrymasił, to jak deszcz w jesieni zaczynał się mazać od samego rana. Ani wstać, ani spać, nie wiadomo było. jak sobie z nim poradzić. Aż i na niego sposób Rozalia znalazła. Jak tylko zobaczyła, że Janek dudki stroi, zaraz mu tak± ¶piewała piosenkę:

Wyszła chmureczka nad nasze pole
U mego Janka szyszki na czole.
Szyszki na czole, szyszki na brodzie,
Na kogo spojrzy - tego ubodzie

Dzieci w ¶miech. Janek precz płacze, ale tak mu czego¶ wstyd, ze aż głowę pod poduszkę chowa Chowa, płacze, a co wychyli skrzywiona buzię, to słyszy, jak Sta¶ i Tadzio razem z Rozali± ¶piewaj±:

Szyszki na czole, szyszki na brodzie,
Nad kogo spojrzy - tego ubodzie.

Już mu się to wreszcie sprzykrzyło, a tu. jak na zło¶ć, płakanie nic nie pomaga Wyci±ga tedy ł±czki do Rozalii i krzyczy, co ma siły ja: już grzeczny! ja już grzeczny! A tak mu łezki lec± po twarzy, wła¶nie jakby groch. Zaraz mu Rozalia obciera jedno oczko, woła na chłopców, żeby byli cicho, i na wesoła nutę tak Jankowi ¶piewa:

Rozja¶niło się słonko na wschodzie,
U mego Janka graj± w gospodzie;
U mego Janka wesołe czasy:
Jedne skrzypeczki a drugie basy.

Z tych "basów" Janek się zawsze ogromnie cieszył Jak tylko o nich usłyszał, już wnet o wszystkich grymasach zapominał. Już mu się sama buzia ¶miała, już nianię ¶ciskał i całował na zgodę.
A Helenka tymczasem spała. Ani jej to w głowie, że już słonko weszło, że jaskółki dzieciom ¶niadanie przyniosły, że Antek fornal dawno po żyto na pole pojechał - ¶pi a ¶pi. Kołyseczka bieluchno mu¶linem przykryta, ani jedna muszka nie trafi do niej. Helenka cała różowa, na czołku aż rosa stoi, tak ¶pi maleństwo.
Czemu nie ma spać, albo jej to Ľle? Dopiero jak się chłopcy rozruszali i ona budzić się zaczyna. Wyci±gnęła jedn± r±czkę, wyci±gnęła druga, obie różowe, tłuste, obie w pi±steczki ¶ci¶nięte, potem otworzyła oczki ciemne i leży cichutko, jakby nigdy nic. A tu już Rozalia bierze j± na ręce, ¶ciska, całuje i tak jej ¶piewa.

A moja panienka w nocy przyjechała,
Bała się słoneczka, zęby nie zgorzała.
Bała się słoneczka, bała się chmureczki,
Żeby nie zmaczała białej sukieneczki

Albo też tak:

Pojechał dziadek na polowanie,
Zostawił Helcię jak malowanie.
Trębacze tr±bili, muzyka grała,
Gdy dziadek odjeżdżał, to Helcia spała.

Bo trzeba wam wiedzieć, ze dzieci prócz mamy i Ojca miały jeszcze dziadka, który tez mieszkał w Bronowie. Stary był ten dziadek, wysoki, siwy, dawny wojak, w czamarze z pętlicami chodził, w rogatywce z ciemnozielonego aksamitu z kasztankiem A w±sy miał - jak sum. Widzieli¶cie kiedy suma? Ryba to jest, co ma - ot, takie w±sy. Dziadek był wielki my¶liwiec. Jak przyszła jesień, to już od rana na tr4bce tr±bił, strzelby czy¶cił, nabijał i do boru szedł Różne tez bronie wisiały na wilczurze, nad jego łóżkiem przybitej, a przed wielkim staro¶wieckim kominem w jego pokoju legiwał wyżeł. Brawo. Stary był i trochę ¶lepy ten Brawo, ale zreszt± dobre psisko.
Otóż wszystkie dzieci kochały niezmiernie dziadka, a dziadek znów najbardziej kochał Helenkę
Oj, ¶piewała tez Rozalia o tym dziadku Helci, ¶piewała! Na przykład tak± piosenkę:

U Helenki gęsty sad,
Nie przeleci żaden ptak.
Tylko dziadek nieborak
Do Helenki na obiad
Nie miała mu co dać
Dała mu dwa sery.
Półmisek gęsiny
Jedzże dziadku, niebożę,
Bo Helenka nie może.

- Aha! nie może, bo z±bków nie ma! - wołał Sta¶ i łap zaraz Helenkę za szyję. - Pokaż z±bki, me puszczę, aż pokażesz z±bki!
Ale Rozalia zaczynała się gniewać.
- Niech-no mi Sta¶ dziecka nie męczy! Ma Sta¶ swoje z±bki, to niech będzie kontent. nie tam do czyich zagl±dać...
I zaraz ¶piewała inn± znów piosenkę:

R±bajcie mnie, siekajcie mnie,
A za dziadka nie dajcie mnie!
Bo u dziadka siwa broda.
A Helenka jak jagoda.
Poradzę ja siwej brodzie,
Namoczę j± w zimnej wodzie.
Zasadzę j± do ogródka.
Ju¶ci bródka -jak jagódka...

Ale chłopcy nie pozwalali Rozalii ¶piewać tylko dla Helci. Każdy z nich miał swoj± ulubion± piosenkę, o któr± się-upominał u niani. Dla Tadzia musiała Rozalia ¶piewać piosenkę, która się tak zaczyna:

Wezmę ja mundur, wezmę ja mundur,
Szablę przypaszę,
Pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej.
Tam się ucieszę.
Wyszła dziewczyna, wyszła jedyna.
Jak różany kwiat,
R±czki załamane, oczki zapłakane,
Zmienił się jej ¶wiat.

A dla Janka - to znowu tę:

Chciało się Zosi jagódek,
Kupić ich za co nie miała,
Jasio miał pełen ogródek,
Ale go prosić nie ¶miała.

A dla Stasia tak±:

Tam na błoniu błyszczy kwiecie,
Stoi ułan na widecie,
A dziewczyna, jak malina,
Niesie koszyk róż.

Albo tę:

Tr±bka tr±bi: ratatata,
Tr±bka tr±bi: ratatata,
Nie mam ojca ani brata,
Nie mam ojca ani brata!

Wszystkie te piosenki dzieci dobrze znały. jak tylko Rozalia któr± za¶piewała. zaraz i chłopcy ¶piewali z ni± razem, jak szpaki.
Po ¶niadaniu szły dzieci w różne gry się bawić: w "chowanego", w "piekło i niebo", w "g±skę".
Do "g±ski" dużo dzieci trzeba, więc przychodził ze wsi gruby Józiek od Antka fornala, przychodził Wojtu¶ Smyk od grajka, w koszulinie i w wielkim kapeluszu, przychodziła Hanka Jeżówna, co się do Helci u¶miechała jakby do słoneczka, a i Wicek Zaparty, sierota bez ojca. bez matki, równolatek ze Stasiem i wielki jego przyjaciel.
Jak się tylko dzieci zeszły, usadzała je Rozalia jedno za drugim na piasku albo na trawie. Zaczynało się to od Tadzia, a kończyło na Helence, któr± Rozalia na kolanach przed sob± trzymała. Z Jankiem tylko znów była bieda, bo "g±sk±" w żaden sposób nie chciał być, tylko "pani±". Po długich korowodach kończyło się na tym. że nie był ani "g±sk±", arii "pani±", tylko "g±siorkiem". o którym Rozalia mówiła:

Po ł±kach chodzi.
Po wodzie brodzi.
Nie pilnuje stada...

Tymczasem Sta¶ obskakiwał na jednej nóżce rzędem siedz±ce dzieci i każde po kolei w lepek palcem pukaj±c, zapytywał:
- Puk, puk! gdzie tu pani mieszka?
A dzieci jedno po drugim odpowiadały mu:
- W pudle.
Już przeszedł Tadzia i Janka, i chłopców ze wsi, i Hankę Jeżównę, i niczego się dowiedzieć me mógł. Aż nareszcie zaszedł do Helenki. Helenka, choć malutka, już z daleka schylała czółko i u¶miechała się. Sta¶ leciuchno zapukał:
- Puk, puk! gdzie tu pani mieszka?
- Ja sama sobie pani! - odpowiadała za Helcię Rozalia.
Jak tylko to Sta¶ usłyszał, zaraz skacz±c układnie na jednej nóżce, tak prawił:

Moja pani prosi pani.
Czy s± g±ski na przedanie?
Pojechała w dróżkę
Wykręciła nóżkę.
Mi±ska się jej chce.

Tu dzieci w strachu, które leż na to mi±sk.0 pójdzie, a Rozalia na to:

Moje g±ski skubane.
Nie na mi±sko chowane:
Pióreczka pogubiły.
Jak nock± w szkodzie były.

- Heru¶! ...łap je sobie teraz!
Jak tylko Rozalia krzyknęła: Heru¶!... zrywały się dzieci i każde w inn± biegło stronę. A co tam było gwaru, co ¶miechu!
Oj, napocił się Sta¶ niemało, zanim które chwycił Że to był jednak chłopaczek chybki, więc mu się w końcu zawsze udało jak±¶ g±skę złapać. Złapana g±ska musiała cicho siedzieć z daleka, a Sta¶ szedł za ni± płacić Rozalii:

Macie tu za wasz± g±skę
¦wieżego sianeczka wi±zkę
Na piasku Je grabiono,
Na deszczu je suszono,
Czy dosyć?

- Mało! - mówiła Rozalia.

G±ska tłusta, siwa
A z takie) g±ski to s± wygody.
Przyniesie drewek, przyniesie wody.

Więc Sta¶ znowu skakał i prawił dalej:

Macie tu dwa kamyczki,
Kupcie sobie trzewiczki,
Ze samego Krakowa,
Co w nich skóra wierzbowa
Czy dosyć?

- Mało! - mówiła Rozalia, wyci±gaj±c rękę:

Bo ta g±seczka ma biał± szyję,
Gdy się zabrudzi, to się wymyje,
Bo ta g±seczka ma białe piórko,
Bieli się od nie) całe podwórko...

Więc Sta¶ znowu na to:

Macie tu takie ziele,
Co go pod płotem wiele,
Ludzie zza morza jechali,
A takiego ziela nigdzie nie spotkali
Przytknęli je do nosa.
Ugryzło ich jak osa
Czy dosyć?

Targ w targ, zabierał Sta¶ g±skę jak swoja, a po drug± szedł. Czasem i darmo która dostał, bo to:

Jedna była siodłata,
Co z niej tylko utrata
Druga była kulawa,
Co z niej twarda potrawa.
Trzecia była krzykliwa.
Chciała wódki i piwa

Więc cóż się tam z mmi było tak bardzo drożyć!
Kiedy już Sta¶ wszystkie g±ski wyłapał, szedł grzecznie "pani" na gęsinę prosić:

A tę gęsinę wilcy warzyli.
I osolili, i opieprzyli,
Zapalili las dębowy.
Wykipiała do potowy

Ale "pani" nuż się wymawiać, że tam strach na wróble stoi. ze tam psy złe. więc się boi. Więc Sta¶ - ci±gle na jednej nóżce skacz±c - grzecznie jej tłumaczy, że psów w domu nie ma. bo jeden poszedł do lasu, a drugi poszedł na pole, a trzeci w budzie ¶pi. a czwarty się w ma¶lance utopił. Ha! cóż robić? Dała się pani namówić. Id±, id±, a tu jak nie wypadnie z boku gruby Józiek. Tadzio i Wojtu¶ Zaparty, jak nie zaczn± ujadać: "hau, hau!... hau. hau!"... aż ogłuchn±ć można było.
Tu "pani" krzyczy, tu Sta¶ psy odpędza - a cicho! - wola - a do budy! Ale gdzie to tam pomoże! Jeden ci±gnie "pani±" za fartuch, drugi za chustkę, aż pani i o gęsnne JUŻ słuchać me chce, tylko ucieka a ucieka. Taka była gra w "g±skę".
Ledwie dzieci po zabawie odpoczęły trochę, a tu Paweł Włodarz idzie do dzwonka, co w rogu podwórza, niedaleko gołębnika, stał. na południe dzwoni: den, den... den. den!...
Zaraz też Hanka Jeżówna i chłopcy ze wsi na obiad id±, każde do swojej miski. Tylko Wicu¶ Zaparty do dworskiej kuchni szedł, bo na wsi nie miał nikogo. Aż tu i stary Papierkowski niedługo na ganek wychodzi i woła:
- Hej. panicze, proszę na obiad!
Chłopcy się ¶piesz±, jak mog±, ale Janek wszystkich wyprzedza. Za dziećmi idzie Rozalia i tak im po drodze ¶piewa:

A pożywajcie, panowie,
A pozywajcie -
A jak wam co z w±sów skapnie.
To mi tez dajcie.
- Panowie,
To mi też dajcie!

U¶miechał się Tadzio, słysz±c tę piosenkę, gdyż bardzo lubił, kiedy o w±sach mówiono. Zaraz mu się zdawało, ze już mu naprawdę urosły.
Po obiedzie trzeba było trochę pobiegać. Wsiadał tedy Tadzio na piękny kij, co go sobie z sakłaku wystrugał. Sta¶ na drugi, trochę tylko krótszy, co go od Wieka Zapartego dostał, i jazda - dokoła trawnika przed domem. Janek tylko tak jako¶ po obiedzie ociężał, że go nie można było do biegania namówić. Brała go tedy Rozalia za raczki i obracaj±c się z nim w kółko, tak mu ¶piewała:

Tańcujże ze mn±.
Mam m±czkę pszenn±.
Nagoluję kluseczek.
Będziesz jadł ze mn±...

Ale Jankowi wcale to me było po my¶li. Dopiero co się najadł, a tu mu o kluseczkach ¶piewaj±. Nie był ich wcale ciekawy. Oci±gał się tedy, krzywił. ledwie nóżkami przebierał, aż mu się i na płacz zebrało...
Cóż było robić? Puszczała go Rozalia, a potem wzi±wszy się za fartuszek, to szła do Janka, to w tył - i tak ¶piewała:

Nie będzie mnie główeczka bolała.
Choć mnie, Janku, nie weĽmiesz:
Tylko będę oknem wygl±dała,
Rychło drug± powiedziesz.
Oj, powiedziesz tyj±, mój Jasieńku.
Tylko będzie nie taka.
Za ni± posag w malowanej skrzyni,
Ale sama garbata...

Tymczasem Sta¶ i Tadzio nie mogli się jako¶ pogodzić. Sta¶ mówił, że jego koń piękniejszy, a Tadzio znów mówił, że jego większy i mocniejszy Szli tedy do Rozalii oba chłopcy, żeby ich rozsadziła. Rozalia brała kij w rękę, ogl±dała pilnie i oddawała Tadziowi, tak ¶piewaj±c:

Wszystkie konie dobre, najlepszy mój siwy.
Przepłyn±ł jeziorko, nie zamaczał grzywy.

Wtedy Tadzio z tryumfem spogl±dał na Stasia, a Rozalia tymczasem drugi kij ogl±dała pilnie. Ogl±dała, mierzyła, aż nareszcie oddawała go Stasiowi z taka piosenka :

Wszystkie konie dobre, najlepszy mój kasztan.
Gdzie tylko zajadę, to mi mówi± waćpan.

Obaj więc chłopcy byli kontenci i znów harcowah wesoło dokoła trawnika. Ale i Janka wzięła teraz zazdro¶ć. Podnosił tedy pierwsza lepsza gał±zkę, siadał na ni± i puszczał się za chłopcami galopem. Jedzie, jedzie, aż tu zawadza o co¶ gałęzi± - buch na trawę - i w płacz... Rozalia go tuli, całuje, na ręce bierze, bo Helenka teraz w kołyseczce ¶pi a Janek też rad, że się popie¶cić może. krzywi się i stęka, choć mu znowu tak bardzo mc nie jest. Po chwili tak mu Rozalia ¶piewa:

Chory mój Janek, chory,
Leczyły go doktory.
Jeden mu przyniósł kaszy,
A drugi wina w flaszy,
Trzeci dał konia z rzędem:
- Leć teraz, Janku, pędem...

Tu już Janek me mógł wytrzymać, zrywał się z kolan Rozalii i biegł za chłopcami "pędem", póki znów sobie jakiego guza nie nabił.
Gdy się dzieci pomęczyły, zaczynała im Rozalia opowiadać bajki. Już też i Helenka wstała i pięknie wyspana siedziała cichutko, słuchaj±c.
Bajki były różne. Jedna "o baranim kożuszku", druga "o zaklętej królewnie". trzecia "o Madeju rozbójniku", czwarta "o szklanej górze", pi±ta "o sierocie i złej macosze", szósta "o koszałkach-opałkach", siódma "o smoku i o rycerzu" - a każda prze¶liczna taka, że aż się dzieciom oczy do niej ¶miej±. A już najczę¶ciej zaczynały się te bajki tak: Było trzech braci: dwóch m±drych, a trzeci głupi! Ten "głupi" był ich wielkim faworytem*. Oprócz bajek były jeszcze tak zwane przypowiastki: o Maciusiu, co igły w stogu siana szukał: o goł±bku, co się zabł±kał; o kozie i o jeżu. Tę ostatni± najwięcej lubił Janek: szczególnie też to miejsce, gdzie się tak mówiło:

Ja koza obdarta,
Kwart± soli natarta.
Kto tu przyjdzie, to go zjem!...

Ale bo też i Rozalia lak te bajki ¶licznie opowiadać umiała, że dzieci ledwie kolację zjedz±, zaraz znów id± słuchać swojej niani. Nieraz i mama przyszła i stanęła, i tak się zasłuchała, jak dzieci. A tu już tymczasem księżyc wyszedł na niebo cichy i jasny, aż cała droga, topolami sadzona, wła¶nie jakby w srebrze stała. Podnosiła się wtedy niania, trzymaj±c na ręku Helenkę, i zganiała gromadkę swoj±, tak jej ¶piewaj±c:

Wracały g±ski, wracały.
Bose nóżeczki zmaczały.
Zmaczały w rosie na trawie.
Musiały suszyć na ławie.

Albo też tak:

PójdĽcie, pójdĽcie, g±ski moje.
PójdĽcie, pójdĽcie do domu.
Noc nadchodzi, ja się boję.
Bronić mnie nie ma komu...

Starsi chłopcy szli jeszcze porozmawiać z mam± o tym, co widzieli, co słyszeli, jak się bawili przez dzień cały: ale Janek to już od dawna pi±stkami oczy tarł i ledwie mamusię u¶ciskał, zaraz się do łóżeczka ¶pieszył.
Dla niego to Rozalia tak na dobranoc ¶piewała:

Wyszedł miesi±czek, zagasły zorze
Spijze, Jasieńku, ¶pijze, niebożę!
Uwiję tobie wianek zielona,
Z białej lilii ¶licznie pleciona

Potem usypiała Helenkę. Jakie jej wtedy piękne piosenki na my¶l przychodziły, tego wam opowiedzieć nawet nie potrafię. Już i chłopcy wróci i spać się pokładli, a Rozalia precz ¶piewała. Tadzio usypiał wła¶nie, kiedy jeszcze słyszał jej głos:

Już miesi±c zeszedł, psy się u¶piły,
A któż tam klaszcze za borem. 

 

 


W przypadku znalezienia błędu na stronie - prosimy o informację. kontakt


copyright © 2002 - 2010
www.Zaprasza.eu
oraz
Fundacja  Promocji  Kultury
Wszystkie prawa zastrzeżone